29 stycznia 2016

Rozdział drugi; "Zakupy"

-Nie udusisz mnie, bo za bardzo by ci mnie brakowało.- odpowiedziałam z uśmiechem- Dobra, zdejmuj buty i chodź na górę, muszę ci wszystko powiedzieć!

~Leo~

Koncert był niesamowity! Świetnie się bawiłem, ale moje myśli ograniczały się tylko do jej imienia... Ewa... Pomyliłem się przez nią kilka razy. Pod koniec występu chciałem to wyjaśnić;
-Dziękuję, było na prawdę fajnie! Chciałem was jeszcze przeprosić, że pomieszałem trochę w tekście gdy  rapowałem.
-Sorki dziewczyny za niego, zawsze tak się zachowuje gdy jest zakochany!- wtrącił się Charlie. Popatrzyłem na blondyna i wydusiłem z siebie z udawaną złością;
-W nikim się nie zakochałem! Nie żyjesz Charls!- zacząłem ganiać go po scenie.
-Yhyy...- krzyczał uciekając.- A z kim spędziłeś cały dzień? I jeszcze  prawie spóźniłeś się przez nią na własny koncert!- coraz głośniej wrzeszczał omijając mikrofon.-Może nie mówiłeś, że jesteś zakochany, ale to widać!- na szczęście  już go złapałem i trzymałem za kołnierz bluzki.
-Sam też prawie spóźniłeś się na swój koncert. I to też przez nią!- oboje zaczęliśmy się śmiać i rozczochrywać swoje grzywki. 
Teraz słyszałem już tylko piski BaMbinos, które nam dopingowały. A właściwie dopingowały Charliemu! To było mega miłe z ich strony. wiedziały, że Charls zawsze uważał, że fanki wolą mnie i czuł się tym gorszym, ale te polskie królewny są wyjątkowe! Przez cały koncert pokazywały nam, że kochają nas obu tak samo. A teraz jeszcze dopingują Charliemu. Mi to wcale nie przeszkadzało, a widziałem jak mój przyjaciel cieszy się z tego powodu...
-No też się prawie sam spóźniłem, ale spokojnie, nie zabiorę najlepszemu kumplowi dziewczyny!- wydusił z siebie, gdy zacząłem go gilgotać.
-To nie jest moja dziewczyna!- wrzasnąłem.
-Jeszcze!- dodał i jakoś się uwolnił.
No nie, teraz to już przegiął! Znów go goniłem.
-Ej, dobra, Leo, koniec, już nic więcej nie mówię!- wykrzyknął ze śmiechem i zatrzymał się, a ja wpadłem na jego plecy. Odepchnął mnie od siebie i podbiegł do mikrofonu. Zaczął coś mówić;
-Okej księżniczki! Niestety musimy już kończyć. Ja bawiłem się świetnie, a ty Leo?
-Tak, to był najlepszy dzień...
-Taa, już wiem dlaczego...- powiedział pod nosem Charlie śmiejąc się. Wywróciłem oczami i wróciłem do mojej "przemowy";
-Dziękujemy wam bardzo nasze gwiazdeczki za przyjście!
-To my dziękujemy!!!- usłyszałem w odpowiedzi fanek.
-Do zobaczenia!- pożegnaliśmy się i zniknęliśmy za kulisami.

~Ewa~

-No to opowiadaj wszystko od początku!- rozkazała przyjaciółka gdy wygodnie usiadłyśmy na moim łóżku.
Wzięłam garść popcornu do ręki i co jakiś czas jedząc po jednym dokładnie opisałam o tym co stało się na M&G, co działo się w szpitalu i o powrocie do domu. 
Zacięłam się na momencie, w którym uświadomiłam chłopcom, że zaraz spóźnią się na występ, gdy przerwał mi dźwięk SMSa. 
Był to filmik z koncertu BaM wysłany przez naszą wspólną przyjaciółkę Klarę z podpisem- " Patrzcie jak słodko się kłócą <3". Otworzyłyśmy plik. To, co tam zobaczyłam bardzo mnie zdziwiło:
"'...-W nikim się nie zakochałem!...
-Yhyy... A z kim spędziłeś cały dzień? I jeszcze  prawie spóźniłeś się przez nią na własny koncert!...Może nie mówiłeś, że jesteś zakochany, ale to widać!..."'
Spojrzałam na Susan wielkimi oczami...
-Ewa, oni mówią o tobie!
-Yyy, chyba tak...
-Aaaa! Czy ty to słyszysz? Leo się w tobie buja! To takie słodkie, jak ja ci zazdroszczę! Będę twoją druhną i chrzestną waszego dziecka!- wykrzyczała zadowolona,- Aaaa! Jestem najlepszą przyjaciółką dziewczyny Leo! Leondra Devriesa!- zaczęła odtwarzać swój taniec zwycięstwa na moim łóżku.
-Ej ej ej! Nie będzie żadnego ślubu ani dziecka!- wykrzyknęłam rozbawiona.
-No może faktycznie troszeeeczkę przesadziłam, ale... Jesteś z Leooo!- przyłożyłam własną dłoń do jej ust i nie pozwoliłam dokończyć.
-Ught!!! NIE-jestem-z-Leo! Słuchaj!- popatrzyłam jej w oczy proszącym wzrokiem.- Bo my się na jutro umówiliśmy. Wiesz, sama czułabym się niekomfortowo, może byś ze mną tam poszła? Proszę, zgódź się, zgódź! 
-Aaaa! Już się z nim umówiłaś na randkę!?
-Nie, to nie jest randka! Po prostu się spotkać, idziesz?
-Ty jeszcze mnie się pytasz!? Jasne, że idę! W końcu poznam chłopaka swojej przyja...- znowu przyłożyłam dłoń do jej ust, ale ona zaraz ją ściągnęła.- Znaczy się muszę poznać swoich idoli.- obie wtedy wybuchłyśmy śmiechem. Położyłyśmy się na łóżku.
-To w co się ubierzesz?- zapytała przyjaciółka.
-Nie wiem jeszcze, nie myślałam nad tym.
-To chodź coś ci wybierzemy!- pociągnęła mnie za rękę w stronę szafy.
Stałyśmy przed nią kilkanaście minut, ale na nic nie mogłyśmy się zdecydować.
-To może pójdziemy na zakupy?- powiedziała zrezygnowana Susan.
-Właściwie to i tak nie mamy co robić.
-No właśnie, chodź.

Szłyśmy do centrum handlowego. 

-Ewa... Mogę się ciebie o coś spytać?
-No, o co chodzi?
-A tobie... podoba się Leo?
Zaczęłam śmiać się z jej pytania.
-To znaczy tak? Wiedziałam! Będziecie idealną parą!
-Weź Susan przestań! Nie jesteśmy i nie będzie...- nie zdążyłam dokończyć, bo przyjaciółka wciągnęła mnie do jakiegoś sklepu.
-Ewa! Patrz jaka sukienka!
-Ymm... mi się nie podoba.
-Wiesz jakbyś podobała się Leo gdybyś jutro ją założyła?
-Oj weź już skończ.- powiedziałam gdy opuściłyśmy sklep.
-No dobra, na chwilę przestanę, ale wiedz, że wrócę do tego tematu- jeszcze dzisiaj! Co teraz robimy? Idziemy do Starbucksa? 
-No, chodźmy ta...- znowu nie mogłam dokończyć bo przyjaciółka ponownie gdzieś ciągnęła mnie za rękę.
-Och Susan, jeśli znalazłaś jakąś sukienkę i znowu chcesz mi powiedzieć, że podobałabym się w niej Leo to serio nie musisz!- nawrzeszczałam na nią i dopiero się odwróciłam.
Myślałam, że spalę się ze wstydu! Stałam przed Charliem i Leo!
-Hej Ewa!- powiedział spokojnie brunet i mnie przytulił.
-Oooo, jak wy razem słodko wyglądacie!- wykrzyczała moja genialna przyjaciółka.
-H-hej.- odpowiedziałam skrępowana. Boże... przecież oni musieli to wszystko słyszeć! Na pewno jestem czerwona jak burak! Dobra Ewa, wyluzuj, udawaj że nic się nie stało...- To Susan, moja przyjaciółka.- przedstawiłam dziewczynę.
-Tak jak Ewa jestem BaMbino! Kocham waszą muzykę! 
-Kolejna śliczna księżniczka!- powiedział i przytulił ją blondyn. 
-Ymm, Ewa, nasze jutrzejsze spotkanie nadal aktualne?- spytał niepewnie brunet.
-Tak! A może przyjść też Susan?
-Oczywiście!- odpowiedział za niego Charlie.-Co robimy? 
-Może idziemy do Starbucksa? Akurat tam szłyśmy, idziecie z nami?- zaproponowała brunetka.
-To może Leo i Ewa pójdą sami? Przyniosą nam coś do picia?- zapytał ją Charls. 
NIE! NIE! NIE! Nie mam ochoty iść tam tylko z Leo. Nie chcę zostać z nim sama. Nie dość, że byłam trochę zestresowana tym filmikiem z koncertu, to teraz doszła jeszcze ta akcja z sukienką. 
Spojrzałam na przyjaciółkę błagającym wzrokiem, musi iść z nami!
-Wiesz Charlie, chodźmy z nimi. Poczekamy sobie w środku przy stolikach.- powiedziała. Wiedziałam, że zrobiła to specjalnie dla mnie, byłam jej chyba dozgonnie wdzięczna!
-Okej.- odpowiedział uśmiechnięty blondyn.- Kto ostatni ten kupuje mi i Susan kawę!- złapał brunetkę za rękę i pobiegli w stronę kawiarni. 
Kurczę, nie chce mi się teraz biegnąć. Popatrzyłam się na bruneta. Uśmiechnął się do mnie, a ja to odwzajemniłam. Wykorzystał ten moment i odbiegł ode mnie. 
-Ej, Leo!- popędziłam za nim śmiejąc się. Już go dogoniłam i biegliśmy równym tempem. Bylibyśmy w tym samym czasie w środku, ale chłopak otworzył i przepuścił mnie w drzwiach.To było takie urocze z jego strony.
-Uuuu, Leo, poprosimy dużą kawę razy dwa dla mnie i Susan.-powiedział z uśmiechem Charlie w imieniu swoim i mojej przyjaciółki.
-Ja kupię Susan, a Leo tobie.- wyjaśniłam Charlsowi.
-Nie, ja stawiam dla wszystkich.- powiedział brunet gdy już odeszliśmy od stolika.
-Leo, nie. Jestem już wam winna pieniądze za leki, sama kupię sobie tą kawę.
-No nie wygłupiaj się, ja płacę.- złożył zamówienie i położył pieniądze na ladę.
Odebraliśmy już kawy i wróciliśmy do roześmianej dwójki oraz wręczyliśmy im ich napoje.
-Z czego się tak śmiejecie?- zapytałam zdziwiona.
-No powiedzmy, że z was!- odpowiedział dumnie blondyn.
-Co my niby takiego śmiesznego zrobiliśmy?- dopytywał brunet.
-A rozmawialiśmy sobie jak razem słodko wyglądacie...-wyjaśniła Susan z wielkim uśmiechem na buzi.
-Ej, nie ładnie tak nas obgadywać!- pouczał dwójkę Leo.

-To co teraz robimy?- zapytał Charlie.
-Nie wiemy jak wy, ale ja z Ewą przyszłyśmy tu na zakupy, więc idziemy poszukać sobie ubrań.
-O, super, możemy z wami?
-Wy tak na serio?- zdziwiła się brunetka.- Pierwszy raz spotykam się  z chłopakami, którzy ochoczo reagują na zakupy.
-Bo my jesteśmy ponadprzeciętni.- wyszczerzył się blondyn.
-No okej, to chodźmy!

Pierwszym, i  zarazem ostatnim sklepem który odwiedziliśmy był H&M. 

-To ja z Ewą zostajemy tutaj, a wy idźcie na dział męski i sobie czegoś poszukajcie.
-A nie możemy pomóc wybierać ubrań wam?
-Nie no, nie wierzę, wy serio jesteście mega dziwni, Czy oprócz was żyją jeszcze jakieś osobniki płci męskiej, którzy lubią chodzić na zakupy, a tym bardziej pomagać wybierać ubrania dziewczynom?- spytała z niedowierzaniem. 
-Jest jeszcze jeden- mój brat Joey.- odpowiedział Leo. Zaczęliśmy się śmiać.- No to czego mamy szukać?
-Nie wiem, wybierzcie coś ładnego dla Ewy.
- Może tamta sukienka?- wskazał palcem na witrynę sklepową. Susan miała oczy wielkie jak pięciozłotówki. Podbiegła do wystawy.
-Jejku, jest idealna! Ewka, bierz to i zmykaj się przebrać!- dała mi sukienkę do ręki i popchnęła w stronę przymierzalni.
-I jak?- spytałam gdy wyszłam. Teraz wszyscy wytrzeszczyli oczy tak jak brunetka.
-Ewa, wyglądasz bosko, musisz ją kupić!- wrzasnęła. 
Odwróciłam się w stronę lustra. Faktycznie, wyglądałam nieźle. Ponownie założyłam moje ciuchy i udałam się z ubraniem do kasy.

Wyszliśmy ze sklepu. 

-Ym, my już chyba musimy się zbierać.- powiedział Charlie spoglądając na zegarek.- Jest już 18.30, a musimy jechać jeszcze do naszego menadżera, bo ponoć ma do nas jakąś sprawę.
-Okej,  my też już musimy wracać.- odpowiedziałam.
-No dobra, to jutro w parku na 13, tak?- upewniał się brunet.
-Tak, 13 w parku.- odpowiedziałam uśmiechnięta. Już zapomniałam o tej stresującej akcji.
-To do jutra księżniczki.- powiedział Charlie i uściskał Susan. To samo zrobił Leo, tylko że przytulał mnie.
-Do jutra.- pożegnałyśmy się i poszłyśmy w stronę naszych domów.

-Ewa, miałam cię wymęczyć pytaniami o Leo, ale dziś dam już ci spokój bo muszę wracać.- zawiadomiła gdy stałyśmy przed moim domem.-Ale jutro nie odpuszczę. Pa mała!- objęła mnie i pobiegła w kierunku swojego bloku.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Okej, macie drugi rozdział.
Mam nadzieję że wam się podoba, do zobaczenia xx




28 stycznia 2016

Rozdział pierwszy; "Nigdy nie zapomnę tego dnia"

~Ewa~
Ta czerń jest straszna... Widzę tylko ją i moją rękę... Całą czerwoną, zakrwawioną rękę, a obok żyletka z kroplami krwi na brzegach. Czy ja znowu to zrobiłam? Znowu chciałam się okaleczyć, skończyć już z moim życiem, tak jak kiedyś? Znowu? Na szczęście to już koniec. Koniec moich wszystkich zmartwień, ta czerń to już koniec. Koniec wszystkiego. I wtedy zjawia się ta idealna dwójka. Czy tak wyglądają anioły? Jeden klęczy przy mnie wołając moje imię, prosząc żebym otworzyła oczy, a drugi chodzi nerwowo w kółko i rozmawia z kimś przez telefon. Opisuje wszystko co się tu stało, że chyba jeszcze żyję, podaje adres i sam się przedstawia: Charlie Lenehan. Rozłącza się i podbiega do mnie, ciągle szepcząc: "Księżniczko, pomoc już jedzie, wszystko będzie dobrze". Czy to może być prawda? Czy to Leo i Charlie? Moi idole? Czy to naprawdę oni? Tak doskonale ich znam, tak bardzo ich kocham, tak bardzo kocham ich muzykę. Dwoje moich idoli, teraz, przy mnie. Czerń. Teraz widzę już tylko czerń. Coraz bardziej czarną czerń...

Otworzyłam oczy. Nie jestem pewna, czy to był sen, dla pewności podskoczyłam z łóżka i popatrzyłam na swoje ręce. Nic. Na szczęście nic. Nic sobie nie zrobiłam. Tylko kilka starych ran sprzed kilku miesięcy.
-Hej Księżniczko, już wstałaś. Jak się czujesz? Charlie! Chodź tu, obudziła się już!- słyszałam czyjś głos za plecami. Odwróciłam się. To on. To on! Siedział na krześle obok mojego łóżka. Nie mogę w to uwierzyć! To on! Nie wiem jak bardzo dziwną minę musiałam zrobić na jego widok, ale chyba wyglądałam zabawnie, bo brunet zaczął się śmiać,
-L-Leo?- wydusiłam z siebie zdziwiona i przytuliłam chłopaka.
-Ej, jeszcze ja, ze mną się nie przywitasz?- usłyszałam głos blondyna wchodzącego do sali szpitalnej. Podszedł i sam mnie przytulił.
-Ale... jak wy tu? Co wy... dlaczego?- zapytałam. Jestem coraz bardziej zdziwiona. Nadal nie mogę uwierzyć, że oni, moi idole są tu przy mnie.
-Spokojnie, już wszystko dobrze.-uśmiechnął się niebieskooki.- Poczekaj tu chwilę, pójdziemy tylko powiedzieć lekarzowi, że już nie śpisz. Jak wrócimy to wszystko ci wyjaśnimy. Albo nie, Leo, ty z nią zostań, a ja sam to załatwię-dodał i wyszedł.
Ja nadal leżałam na łóżku. Patrzyłam się w sufit. Potem mój wzrok przyciągnęła zwykła, biała ściana, a następnie podłoga. Biała. Pościel, koc, firanki, lampa, szafka- wszystko białe. Nawet ja byłam ubrana w jakąś białą bluzkę.
Teraz spojrzałam na bruneta. Nadal siedział przy mnie, także ubrany w jakiś biały płaszcz. On też patrzył na mnie. Nie odzywaliśmy się do siebie. Cisza... Przerwał ją blondyn wchodzący do sali z jakimś mężczyzną. Oboje także byli ubrani w białe stroje.
-Widzi pan doktor? Mówiłem, że już dobrze.
Lekarz podszedł do mnie, popatrzył, zmierzył temperaturę, popytał jak się czuję. Wyjął notatnik i zaczął coś w nim zapisywać. Teraz nikt nie odważył się przerwać ciszy. Znowu patrzyłam na sufit. Kątem oka widziałam jak doktor wyrwał dwie kartki ze swojego zeszytu, powiedział coś szeptem do chłopców i wyszedł delikatnie zamykając drzwi.
Po chwili moi idole stali już przy moim łóżku,
-Emm.. Tu masz wypis i receptę. Możemy cię odprowadzić?- spytał niepewnie brunet.
Już chciałam powiedzieć, że nie trzeba, ale Charlie był szybszy:
-Leo, głupku! Jasne, że ją odprowadzimy, przecież nie pozwolimy wracać jej samej!
-Ej, ale ja sobie sama poradzę!- odburknęłam, wstałam i złapałam za klamkę drzwi w celu wyjścia.
-A nie przebierzesz się?-zapytał brunet trzymając w ręku moje ubrania. Podeszłam do niego i z uśmiechem zabrałam swoje ubrania i skierowałam się w stronę łazienki żeby się przebrać.
Nie zdziwiłam się, że była ona cała biała. Zmieniłam odzież i wyszłam z ubikacji.
Chłopcy o czymś rozmawiali, ale gdy mnie zobaczyli przerwali i Leo zabrał moją torbę.

-To gdzie mieszkasz?- zapytał Charlie gdy opuściliśmy budynek.
-Ymm, w zasadzie to tu niedaleko, sama dam sobie radę-odpowiedziałam.
-Ale może my chcemy cię odprowadzić?-wtrącił się Leo.
-No okej, ale to w tamtą stronę.- pokazałam palcem przeciwny kierunek do tego, w którym szliśmy, więc się zawróciliśmy.- A możecie mi w końcu wyjaśnić co robiłam w szpitalu? I przede wszystkim robiliście tam WY!- spojrzałam w kierunku chłopców.
-Ej,patrzcie; apteka! Chodźcie, kupimy lekarstwa, które przepisał ci lekarz!- powiedział i zniknął w drzwiach budynku Charlie. Chyba nie było dane usłyszeć mi jeszcze wytłumaczeń.
-Ej, nie! Wykluczone! Nie mam akurat przy sobie pieniędzy!- krzyczałam, by blondyn to usłyszał.
-Chodź no! Kupimy ci te leki!- powiedział z uśmiechem Leo, złapał za rękę i pociągnął do apteki. Chyba się trochę spóźniliśmy, bo chłopak już płacił.
Znów wyszliśmy na podwórko.
-To wytłumaczy mi w końcu któryś z was to wszystko!?- zapytałam trochę wkurzona.
-Tak, jasne. To chodź, usiądziemy sobie na tej ławce w parku.-oznajmił brunet.
-A więc słucham.- powiedziałam z uśmiechem, gdy już zajęliśmy miejsca. Spojrzałam w kierunku idoli.
-No to to było tak, że byliśmy wszyscy na M&G no i została ostatnia dziewczyna-ty. I już ustawialiśmy się do wspólnego zdjęcia, gdy nagle zasłabłaś. Tak znaleźliśmy się w szpitalu, a co potem to już wiesz.-opowiedział mi wszystko blondyn,
-Czekaj czekaj... Byłam na M&G?- zdziwiłam się.
-Matko! Nie pamiętasz nic?-spanikował Charlie.-Dobrze się czujesz? Ile widzisz palców?- spytał przestraszony i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
-Trzy palce.- odpowiedziałam powstrzymując się od śmiechu, a chłopak odetchnął z ulgą.-Chodziło mi raczej o to,- opuściłam jego rękę i położyłam ją na ławce- że zawsze po M&G jest koncert.
Te ich miny- bezcenne. Widać było, że są przerażeni. Powoli spojrzeli na siebie, potem na mnie i z powrotem na siebie. Ich oczy mówiły same za siebie. Patrzyli na mnie z miną "dziękujemy". Szybko sprawdzili godzinę; Charlie na zegarku na jego ręce, a Leo na swoim telefonie. Obaj teatralnie złapali się za serce i odetchnęli z ulgą, a ja zaczęłam się z nich śmiać.
-Ej, no co? Z czego się śmiejesz?- zapytał oburzony blondyn.
-Z was! Hahaha, wyglądaliście na takich przestraszonych i wszystko robiliście idealnie w tym samym czasie. Hahaha, synchronizacja!-wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem, a chłopcy zaraz do mnie dołączyli.
Gdy już się ogarnęliśmy zapytałam:
-To ile macie czasu, że jeszcze tu stoicie?
-23 minuty.- odpowiedzieli w tym samym momencie, co znowu wywołało u mnie śmiech.
-Myślałam, że zawsze od razu po M&G są koncerty.
-No bo zawsze tak było, ale dziś jest jakaś zmiana, nawet nie wiem dlaczego.-odpowiedział na moje pytanie brunet.
-Aha. To nie powinniście już iść?-zapytałam.
-Nie. Musimy jeszcze cię odprowadź,-odparł zadowolony Leo.
-Nie trzeba. To już tutaj.-wskazałam na najbliższy dom.
-No okej, to dasz radę sama dojść?
-Tak, nie musicie się tak martwić.-odpowiedziałam z uśmiechem.- Dziękuję za dzisiaj, że zostaliście ze mną w szpitalu i odprowadziliście. Miło było poznać swoich idoli, ale już się chyba nie zobaczymy.-powiedziałam zgodnie z prawdą trochę zasmucona.
-Nie ma sprawy, nam także było miło ciebie poznać. Ale nie mów, że się więcej nie spotkamy. Jutro przy tej ławce o 13, okej?-zapytał brunet.
-Ty tak na serio?- przymrużyłam oczy i zmierzyłam go wzrokiem.
-Jak najbardziej.-skomentował zadowolony.-To jak?
-No okej.- odpowiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
-Dobra, my zmykamy na koncert. Do jutra,
-Do jutra, miłego występu.-dodałam i patrzyłam na oddalających się chłopców.-Yyym, Leo!- zawołałam, a oboje odwrócili się w moją stronę.-Nie chcę nic mówić, ale może oddałbyś mi moją torebkę?
Brunet popatrzył na swoją rękę, w której wciąż trzymał moją listonoszkę. Zaśmiał się i podbiegł do mnie i oddał mi moją własność oraz siatkę z lekarstwami.
-Do zobaczenia.- szepnął mocno mnie przytulając i całując delikatnie w policzek i znów pobiegł za swoim przyjacielem.

Weszłam do mojego domu. Jak zwykle nikogo nie było. Aktualnie moja rodzina była na wycieczce na drugim końcu kraju.
Nalałam sobie soku jabłkowego do szklanki i powolnym krokiem udałam się do mojego pokoju na drugim piętrze uważając, by napój się nie rozlał.
Postawiłam go na biurku, a sama położyłam się na moim ogromnym, wygodnym łóżku i postanowiłam zadzwonić do mojej przyjaciółki Susan.
Właściwie to Zuzia, ale nie lubi swojego imienia i każe zwracać się do siebie angielskim odpowiednikiem. Ja już się przyzwyczaiłam, żeby nazywać ją Susan.
-Halo?- usłyszałam w słuchawce zaspany głos.
-No nie mów kochana, że jeszcze spałaś...
-Okej, nie mówię, sama zaczęłaś! Ty już po koncercie?- zapytała zdziwiona.
-No właśnie nie poszłam na koncert...
-Co zrobiłaś?- Susan bardzo mi zazdrościła, że miałam bilet, sama też jest BaMbino.
-Właśnie w tej sprawie dzwonię. Przyjdź szybko, czekam!- rozłączyłam się.
Postanowiłam, że jeszcze trochę ogarnę przed jej przyjściem. Sprzątnęłam i przygotowałam nam przekąski, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi i szybko pobiegłam je otworzyć.
-Hej Ewa! Stało się coś? Dlaczego nie jesteś na koncercie? Po co mnie tu ściągnęłaś? Jak nie masz nic ważnego do powiedzenia to chyba cię uduszę, musiałam przez ciebie wstać.-powiedziała poważnym głosem.
-Nie udusisz mnie, bo za bardzo by ci mnie brakowało.- odpowiedziałam z uśmiechem- Dobra, zdejmuj buty i chodź na górę, muszę ci wszystko powiedzieć!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, to moje pierwsze fanfiction, mam nadzieję, że się wam podoba.
Jest trochę krótkie, ale się starałam :)
Napiszcie co sądzicie o tym rozdziale oraz o okładce do tego bloga, którą właściwie nie wiem po co zrobiłam ;'D (macie ją na dole).
Jeśli chodzi o nowe rozdziały, to będę dodawała w miarę możliwości (czyt. jak siostra pozwoli skorzystać mi z komputera hahaha).
Mam już napisane kilka następnych rozdziałów, ale jak już mówiłam- nie zależy to ode mnie, kiedy one się pojawią :D
Oki doki, do zobaczenia, mam nadzieję do jutra/pojutrze. xx ♥♥♥